Rozmowa z Panią Dorotą Skowrońską, mieszkanką Jeżyc, absolwentką
Szkoły Podstawowej nr 36 w Poznaniu (dawniej SP nr 7),
a obecnie nauczycielką matematyki w tejże szkole

Jak wyglądał rynek Jeżycki, jeden z najbardziej rozpoznawalnych punktów naszej dzielnicy, kiedy była Pani młoda?

Rynek różnił się od dzisiejszego w kilku aspektach. Praca rynku kończyła się po południu, a drewniane stragany były codziennie składane w tylnej części płyty rynku. Z przodu stały trzy stragany z kwiatami. W tylnej części znajdowały się stoiska z drewnianymi zabawkami, wyrobami z wikliny. Po prawej stronie – przed toaletami – były rozstawiane stoły, na których swoje towary oferowali rolnicy. Można tam było zaopatrzyć się w sery własnej roboty, osełki masła często zawinięte w liście łopianu, śmietanę, oleje lniane, jaja, ale także drób z piórami i jeszcze niewypatroszony, czy nawet gołębie. Na straganach można było kupić tylko sezonowe owoce i lokalne warzywa: ziemniaki, marchew, włoszczyznę, kapusty, kiszonki z drewnianych beczek.

Jakie sklepy, kawiarnie i restauracje były kiedyś znane?

W rynku przy ul. Dąbrowskiego był duży sklep nabiałowy (obecnie Żabka), na narożniku przy ul. Prusa mieścił się sklep Centrali Rybnej, przy ul. Kraszewskiego 3 znajdował się nocny sklep spożywczy (obecnie apteka). Na narożniku ulic Kraszewskiego i Słowackiego był popularny sklep mięsny, następnie „Prosiaczek”, a obecnie „Graty do Chaty”. Mieszkańcy lubili kawiarnię “Radosna”, przy Kraszewskiego 11 (obecnie gospodarstwo domowe) i kawiarnię “Uśmiech” na rogu Sienkiewicza i Asnyka, obecnie klub dla dzieci “Serduszko”. Swoich zwolenników miał też bar “Piastun” przy ulicy Kraszewskiego 13. 

Czy pamięta Pani jakieś ciekawe miejsca lub budynki, których dziś już nie ma?

Na pewno trzeba wspomnieć o ważnym miejscu przy ulicy Roosevelta, budynku Bałtyk, w którym mieściło się popularne kino „Bałtyk”.

Jak i gdzie ludzie spędzali czas wolny na Jeżycach?

Od czasu do czasu odbywały się festyny na rynku Jeżyckim. Ustawiano wtedy scenę po stronie obecnej placówki pocztowej, a nagłośnienie zapewniały dwie zielone kolumny głośnikowe. W parku Kasprzaka – obecnie Wilsona – w muszli koncertowej odbywały się występy np. zespołów dziecięcych, folklorystycznych, orkiestr dętych czy występy operetkowe.

Jakie były środki transportu i jak ludzie poruszali się po mieście?

Po mieście przemieszczano się tramwajami, autobusami lub taksówkami. Jednak towary na rynek były również przywożone przez drewniane furmanki ciągnięte przez konia. Także węgiel, potrzebny do opału mieszkań, był przywożony wozami konnymi, a panowie znosili węgiel w wiklinowych koszach do piwnic. W późniejszym czasie zastąpiły je samochody ciężarowe.

Jak wyglądała Pani szkoła?

Uczęszczałam do SP nr 7, która wchodziła w skład zespołu budynków szkolnych przy ulicy Słowackiego. W salach lekcyjnych stały drewniane ławki z wpustem na kałamarz z atramentem. W klasach 1-3 bowiem uczniowie uczyli się kaligrafii i pisali obsadkami ze stalówkami, a później często wiecznymi piórami. W szkole były pracownie przedmiotowe, w tym bardzo bogato wyposażone: biologiczna, chemiczna, fizyczna, muzyczna, zajęć technicznych dla dziewcząt (w której znajdowały się maszyny do szycia i kuchenki) oraz chłopców (a w niej wiertarki, strugi, młotki, śrubokręty). W niektórych salach była podwójna, przesuwana w górę i w dół tablica. Działała radiola: szkolne radio, gdzie uczniowie przygotowywali audycje i prezentowali swoje talenty. Odbywały się również apele klas.

Jakie były najpopularniejsze przedmioty i zajęcia dodatkowe?

Wielu uczniów brało udział w zajęciach sportowych: np. minikoszykówki. Prężnie działała drużyna harcerska.

Czy pamięta Pani swoich ulubionych nauczycieli?

Moimi nauczycielami byli między innymi pan Rosiński i pani Tatiana Baczyńska – matematyczka i harcmistrz. Wychowawcami byli: pani Tracewska (w klasach 1-3), pan Stankowski i pani Duszyńska w klasach starszych. Pani Teresa Gruss uczyła mnie geografii, pani Barbara Korach języka rosyjskiego, p. Zielonka – zajęć technicznych, a pani Danuta Michałowska (późniejsza wicedyrektor SP 36) chemii.

Czy pamięta Pani jakieś tradycje szkolne, których już nie ma?

Tradycja szkolną były apele na poziomie klas, które odbywały się na boisku lub wewnątrz, na schodach w budynku byłego gimnazjum. Uczniowie przygotowywali występy (zwane także akademiami) związane z różnymi wydarzeniami, podczas których prezentowali swoje umiejętności muzyczne, wokalne i recytatorskie. Harcerze z Hufca nr 7 przygotowywali zabawy dla społeczności szkolnej.

Jak młodzież i dzieci spędzali czas po szkole?

Niektórzy uczniowie trenowali w klubach sportowych, inni uczyli się tańca w zespołach regionalnych. Ja na przykład uczęszczałam do Ogniska Muzycznego im. Wieniawskiego, a później do Szkoły Muzycznej im. Karola Kurpińskiego. Dzieci chodziły również na zbiórki harcerskie do harcówki mieszczącej się w przyziemiu szkoły. W czasie letnim wyjeżdżali na obozy do Łowynia.

Jakie zabawy i gry były popularne?

Podczas przerw królowała skakanka, wyliczanka – skoki w pajaca, zabawa w gonito, w późniejszym czasie skakanie w gumę. Na wiosnę rysowano tory Wyścigu Pokoju, w których kolarzami były kapsle, a przesuwało się je pstryknięciem. Popularnymi zabawkami były tiki-taki – dwie kulki połączone sznurkami, skacząca piłeczka na gumce, jojo,

Czy pamięta Pani jakieś wyjątkowe festyny, święta lub specjalne wydarzenia na Jeżycach?

Festyny odbywały się na przykład w okolicach jeziora Rusałka. Organizowano tam gry sportowe i zabawy zręcznościowe dla dzieci, a także popisy artystyczne. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Czy opowie Pani o jakimś wyjątkowym miejscu na Jeżycach, z którym ma Pani miłe wspomnienia?

Kiedyś przy narożniku ulic Zwierzynieckiej i Gajowej, wracając z zajęć w Szkole Muzycznej, usłyszałam pisk. Okazało się, że z gniazda na drzewie spadło pisklę kosa. Było już dość duże, jednak jeszcze nie umiało dobrze fruwać. Po paru dniach opieki podfruwało coraz częściej, aż udało mu się zatoczyć koło w pokoju. Uznaliśmy, że to czas, by je wypuścić w miejscu, gdzie wypadło z gniazda. Byliśmy bardzo zadowoleni, gdy udało mu się wrócić do rodziny. Historia miała miejsce w latach sześćdziesiątych poprzedniego wieku, ale cały czas, gdy tamtędy przechodzę, wspominam tę przygodę. 

Bardzo dziękuję za tę ciekawą rozmowę. 

Rozmowę przeprowadził Naum z klasy 7a 
Szkoły Podstawowej nr 36 im. mjr. Henryka Sucharskiego w Poznaniu