Wywiad Anity z panią Elżbietą, prywatnie babcią bohaterki, która urodziła się i do dzisiaj mieszka przy ulicy Mickiewicza.
Anita: Babciu, powiedz mi jak wyglądały Jeżyce Twojej młodości?
Babcia: Urodziłam się po wojnie, więc miasto wyglądało inaczej. Wiele domów było zniszczonych, zburzonych, ściany były podziurawione od kul i bomb. Lata 50. i 60. to okres intensywnej odbudowy. W tym okresie było szaro i smutno. Na ulicach jeździło wtedy mało samochodów. Jako dzieci graliśmy w palanta na jezdni ulicy Sienkiewicza (palant – gra w piłkę uderzaną specjalnym kijem, zwanym również palantem (bijakiem) lub palestrą). Natomiast na skwerku przy hotelu „Merkury” dzieci miały miejsce, aby pojeździć na rowerach, pograć w piłkę. Chłopców fascynowały schrony przeciwlotnicze, lubili do nich wchodzić i oglądać ich wyposażenie. W mojej okolicy mieszkało wiele interesujących postaci, wspomnę chociażby: prof. Józefa Kostrzewskiego – odkrywcę Biskupina, Kazimierę Iłłakowiczównę, Conrada Drzewieckiego – światowej sławy tancerza i choreografa, prof. Stefana Stuligrosza, Małgorzatę Musierowicz, a także premiera Pawła Łączkowskiego.
Z czasem nasza dzielnica piękniała. Zaczęto dbać o secesyjne kamienice. Przybywało też zieleni, ale niestety również samochodów…
A: Jak wyglądały mieszkania? Tak jak teraz czy zupełnie inaczej?
B: Niestety, inaczej. W mieszkaniach było ciasno, władze komunistyczne przydzielały ludziom mieszkania, ale z ograniczeniami – 7m2 na osobę. Mieszkania starych, jeżyckich kamienic były wielopokoleniowe, więc w jednym mieszkaniu „gnieździło się” po kilka rodzin. Często w takich lokalach była tylko jedna kuchnia. Ludzie żyli skromnie, byli dla siebie życzliwi. Jedynymi rozrywkami domowymi było radio i dobra książka. Z radia często dowiadywaliśmy się o „sukcesach” władzy ludowej. My z Siostrą miałyśmy szczęście, że nasz Tato był aktorem i wszelkie przedstawienia teatralne mogłyśmy oglądać po kilka razy. Miałyśmy kontakt ze światową literaturą dramatyczną. Nie słuchaliśmy nowych nurtów muzyki zachodniej (intensywnie zagłuszanej). Nie mogliśmy również wyjeżdżać za granicę, oprócz krajów bloku socjalistycznego. Telefon był luksusem, w naszej kamienicy tylko my go mieliśmy. Chciałabym jeszcze nadmienić, że na przydział telefonu czekało się od kilku do kilkunastu lat.
A: W związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia chciałabym się dowiedzieć, jak one wyglądały w Twoim domu?
B: Ubieraliśmy pachnącą choinkę w Wigilię, a nie jak teraz często się to robi, miesiąc wcześniej. Ozdoby były różne: kolorowe bombki, „włosy anielskie”, dekoracje z papieru (łańcuchy, gwiazdki, koszyczki). W domu unosiły się wspaniałe zapachy i panował miły nastrój. Potrawy były podobne, chociaż niektórych już teraz nie przygotowujemy, np. karpia w sosie piernikowym – robił go nas Tatuś, a my już teraz nie umiemy go zrobić tak wspaniale, makiełki, kompot z suszu (dzieciom już tak nie smakuje). Po spożyciu wieczerzy wigilijnej śpiewaliśmy kolędy, rozmawialiśmy, wspominaliśmy bliskich, no i czekaliśmy na Gwiazdora. W ten niezwykły dzień zachwycało i cieszyło nas wszystko. Dostawaliśmy rzeczy, które rodzice zdobyli dla nas: laleczki, garnuszki, klocki…
Książki z dedykacjami od rodziców były cudownymi prezentami. Niektóre z nich posiadam do dzisiaj i z rozrzewnieniem wspominam dawne czasy, kiedy to dzieci wszystko cieszyło, nawet, wystane w kolejkach przez rodziców, owoce cytrusowe. Święta były pełne ciepła i miłości. Jesteśmy teraz również przed tym magicznym okresem. W związku z czym chciałabym życzyć wszystkim czytelnikom przyjemnych świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku, pełnego wzajemnego szacunku, przyjaźni i zrozumienia.
Wywiad z Babcią Elą przeprowadziła
Anita Kulczyńska z klasy 7b
Szkoł Podstawowa nr 36
w Poznaniu